Trudno mi sie do tego odnieść, bo póki co przejechałam się jedną stroną Dunaju i jeszcze nawet nie zdążyłam zwąchać, czym to miasto żyje. Zanim więc napisze cokolwiek, czego mogłabym później żałować, ruszę w teren i zobaczymy, co mamy sobie do powiedzenia.
Budapeszt i ja.
Nastrój sprzyja:
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz