poniedziałek, 23 kwietnia 2012

Podobno Budapeszt to miasto rekordowej liczby poronosów...

...tak przynajmniej twierdzi mój kolega.
Trudno mi sie do tego odnieść, bo póki co przejechałam się jedną stroną Dunaju i jeszcze nawet nie zdążyłam zwąchać, czym to miasto żyje. Zanim więc napisze cokolwiek, czego mogłabym później żałować, ruszę w teren i zobaczymy, co mamy sobie do powiedzenia.
Budapeszt i ja.

Nastrój sprzyja:

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz